W Poznaniu w ostatnim czasie jest bardzo nerwowo. Lechici słabo rozpoczęli rundę wiosenną w efekcie czego cel jakim jest mistrzostwo Polski mocno się oddala. Przed trenerem Bjelicą i zawodnikami tygodnie prawdy. Czy będzie happy end?

Miało być przełamanie

Niedziela, 25 luty: Lech jedzie do Kielc przełamać bardzo niekorzystny w ostatnich miesiącach bilans meczów wyjazdowych. Na inaugurację rundy wiosennej piłkarze Nenada Bjelicy mierzyli się z Arką w Gdyni. Padł bezbramkowy remis, czyli dokładnie taki sam wynik jak w trzech ostatnich spotkaniach wyjazdowych Kolejorza. Chyba już wszyscy kibice (nie kibice również) w Polsce wiedzą, że Lech czeka na wyjazdowe zwycięstwo od 20 sierpnia 2017 roku, czyli od meczu z Bruk-Bet Termalicą. Po drodze bezbramkowy (a jakżeby inaczej) remis w Szczecinie, porażka we Wrocławiu, w Zabrzu oraz remisy z Jagiellonią i Lechią. Już wiadomo, że po spotkaniu w Kielcach seria niemocy wyjazdowej potrwa przynajmniej do meczu przy Łazienkowskiej z Legią. Otóż w Kielcach zdecydowanie lepszym zespołem była Korona, która od początku spotkania dyktowała tempo gry, a piłkarze Lecha szukali zagrożenia długimi podaniami, z którymi dobrze radzili sobie defensorzy gospodarzy. Mecz był nazwijmy to eufemistycznie nudny. W tej nudzie jednak bardziej konkretna była Korona. W 69 minucie po ładnej akcji, na jeden-dwa kontakty, dzięki którym Kielczanie wyszli spod pressingu do siatki Buricia trafił Goran Cvijanović. Owszem przy strzale decydujący był rykoszet, który zmylił Buricia i piłka wtoczyła się do siatki, ale to była nagroda za ładną akcję i chęć zwycięstwa. Nenad Bjelica chcąc ratować niekorzystny wynik wprowadził na boisko Koljicia i Gytkjaera, ale tak naprawdę nie zmieniło to specjalnie obrazu meczu. W doliczonym czasie, gdy wydawało się, że wynik nie ulegnie zmianie defensorzy Korony, a dokładniej Kallaste popełnili błąd. Sędzia Mariusz Złotek za faul na Gytkjaerze podyktował jedenastkę. Do piłki podszedł sam poszkodowany, ale jego intencje wyczuł Alomerović, który uratował zwycięstwo gospodarzom. Lech miał się przełamać, a okazało się, że wyjechał z Kielc z niczym. Trudno jednak się dziwić, skoro podopieczni Nenada Bjelicy oddali zaledwie 4 celne strzały, a ich gra ofensywna była bardzo czytelna dla gości.

Śląsk nadzieją na poprawę humorów

W Polsce trwa angielski tydzień. W środę Lech podejmował zespół Śląska Wrocław, czyli zespół, który w tym sezonie nie wygrał żadnego wyjazdowego spotkania. W dodatku niedawno Jana Urbana zastąpił na stanowisku trenerskim Tadeusz Pawłowski. Przenikliwy mróz sprawił, że na trybunach zasiadło niewiele ponad 4 tysiące widzów. Wpływ na frekwencję miała zapewne również słaba postawa lechitów w ostatnim czasie. O pierwszej połowie wszyscy najchętniej chcieliby zapomnieć, no może oprócz Śląska, dla którego punkt przywieziony z Poznania byłby cenny. W drugiej połowie obraz gry również specjalnie się nie zmienił. Nenad Bjelica mówił po spotkaniu, że zespół zagrał w nowym ustawieniu, stąd kiepska gra w pierwszej połowie. Myślę, że dla każdego zawodnika gra w systemie 4-4-2 nie jest specjalnie skomplikowana, ale może się nie znam. W każdym razie plus dla Chorwata, że postawił na ofensywę. Pech chciał, że Koljić musiał opuścić boisko już w 15 minucie, a w jego miejsce wszedł Chobłenko. To właśnie Ukrainiec otworzył wynik spotkania, po tym jak wykorzystał dobre dośrodkowanie Mihaia Raduta i strzałem głową pokonał Słowika. Była to 81 minuta i chyba zawodnicy gospodarzy poczuli się zbyt pewnie, bo minutę później do remisu doprowadził – o ironio!- Marcin Robak. Gospodarze się jednak nie poddali i stale dążyli do zdobycia drugiej bramki. Bliski szczęścia był Chobłenko, ale jego strzał minimalnie minął słupek bramki. Wreszcie nadeszła 91 minuta, w polu karnym piłkę dobrze zgrał Vujadinović (co on tam robił?) do Gytkjaera. Duńczyk dobrze przyjął piłkę, po czym pokonał Jakuba Słowika. Gol początkowo nie został uznany, ale po konsultacji z VAR-em sędzia Frankowski wskazał na środek boiska. Lech zasłużenie wygrał, a jego gra od 70 minuty mogła się podobać. Łącznie lechici oddali 8 celnych strzałów, chociaż należy pamiętać, że defensywa Śląska nie jest wzorem do naśladowania.

Trener Nenad Bjelica przynajmniej na chwilę może odetchnąć z ulgą. Jednak weryfikacja zespołu nastąpi przy Łazienkowskiej w najbliższą niedzielę. We wtorek Jagiellonia pokazała jak skutecznie zdominować Legię na ich boisku pewnie wygrywając 2:0. Pytanie czy obecnie grającego Lecha stać na równie skuteczną grę? Z pewnością Jagiellonia aktualnie jest w lepszej formie niż Lech i Legia, zatem trudno się spodziewać podobnego stylu gry. Jeśli jednak Chorwat chce pracować w Poznaniu musi zaryzykować i zagrać podobnie jak w końcówce meczu ze Śląskiem. Nudna gra, w dodatku zakończona porażką będzie niczym wyrok na Bjelicy.