Bartosz Rymaniak był piłkarzem Korony przez 3,5 roku. Jak sam mówi, do Kielc przychodził z łatką średniego piłkarza, a odchodził jako lider szatni i kluczowa postać na boisku. Teraz podpisał kontrakt z aktualnym Mistrzem Polski, co wydaje się dobrym ruchem zarówno dla niego, jak i dla Piasta. Rozmawialiśmy m.in. o kulisach transferu do Piasta, rozstaniu z Koroną, atmosferze w szatni Gliwiczan, nieudanym wyjeździe za granicę oraz celach na przyszły sezon.

Możesz zdradzić kulisy swojego transferu? Kiedy po raz pierwszy usłyszałeś o zainteresowaniu ze strony Piasta?

Można powiedzieć, że temat był rozpoczęty już w marcu, słyszałem od menadżerów, że Piast byłby zainteresowany, ale nie było żadnych konkretów. Przewijało się gdzieś moje nazwisko, ale oficjalnie nikt do mnie nie dzwonił. Tak naprawdę, to sprawa rozwinęła się niedawno. W czwartek podpisałem kontrakt, w poniedziałek już byłem w Gliwicach. W sobotę zadzwonił dyrektor sportowy, że jeżeli chcę podpisać umowę, to muszę się pojawić w poniedziałek na rozmowie przed pierwszym meczem z Bate. Wsiadłem w samochód i pojechałem. Rozmowa trwała dosyć długo, ale gdzieś tam doszliśmy do porozumienia. W czwartek dzień po meczu pucharowym podpisałem kontrakt.

Kiedy wiedziałeś, że nie zostaniesz dłużej w Koronie, że się nie dogadacie w kwestii przedłużenia kontraktu?

Nie wiedziałem o żadnym terminie do 12 maja i z prezesem rozmawiałem później przez trzy kolejne dni. Prezes osobiście nic mi nie mówił konkretnie, bo podobno więcej wiedział agent. 21 maja, czyli dwa dni po zakończeniu sezonu jechałem na wakacje i zobaczyłem to oświadczenie. Doszedłem do wniosku, że Korona chyba nie do końca chciała mnie zatrzymać, bo żadnego telefonu do mnie nie było, żadnej wspólnej decyzji, tylko było to zrobione poza moimi plecami. Musiałem zacząć szukać sobie nowego klubu i wylądowałem w Gliwicach.

Niecodzienna sytuacja, biorąc pod uwagę to, kim byłeś dla Korony, nie tylko na boisku, ale także poza nim. Spędziłeś tam jednak trochę więcej niż pół sezonu.

Na pewno było to dla mnie fajne miejsce do życia. Bardzo fajny czas spędziłem w Kielcach, dużo zawdzięczam Koronie, mimo tego, w jaki sposób się rozstaliśmy. Zawsze będę jednak mówił w samych superlatywach o klubie i o kibicach. Chętnie będę wracał do Kielc, bo można powiedzieć, że były moim drugim domem. Zdecydowanie spędziłem tam swój najlepszy moment, jeśli chodzi o piłkę.

Sporo mówiło się wiosną o tym, że raczej nastawiony jesteś na wyjazd zagraniczny. Były zapytania, czy oferty właśnie z zagranicznych klubów?

Zapytania były, ale też po prostu zawsze marzyłem o tym, żeby jechać za granicę. Był taki moment, gdzie myślałem, że to jest ten czas na wyjazd. Czekałem na oferty, z żadnymi innymi klubami w Polsce nie rozmawiałem. Od początku mówiłem, że Korona ma pierwszeństwo, daliśmy sobie czas, straciłem w pewnym momencie cierpliwość, a działacze za moimi plecami zamknęli całkowicie temat. Tak jak powiedziałem były zapytania z zagranicy, ale nie jest, tak łatwo wyjechać z Polski. Z kraju wyjeżdża tak naprawdę mała grupa polskich zawodników. Może i mogłem poczekać nieco dłużej, ale też nie chciałem tracić więcej czasu. Pojawiła się oferta z Piasta, a mistrzowi Polski się nie odmawia. Dla mnie z pewnością jest to awans sportowy i myślę, że będzie to kolejna fajna przygoda.

Przed transferem rozmawiałeś z trenerem Fornalikiem? Zdążył trener przedstawić swoją wizję na ciebie w drużynie?

Nie, przed transferem zadzwonił do mnie dyrektor sportowy, powiedział, że trener się o mnie pytał i chce mnie sprowadzić, więc też było to dla mnie ważne, że trener dał zielone światło na moje przyjście do klubu. Teraz ja muszę ze swojej strony pokazać swoją przydatność na boisku i to, że jestem gotowy do gry w pierwszej jedenastce.

Jaką atmosferę zastałeś w Piaście? Sam powiedziałeś, że pierwsze zapytania były wiosną, w momencie, gdy nie było wiadomo jeszcze, czy Piast zdobędzie tytuł mistrzowski. Wiele osób jako główną przyczynę tytułu dla Piasta wskazywało właśnie świetną atmosferę.

Tak, zgadza się. Wszedłem do szatni, znałem wielu zawodników z boiska, widziałem uśmiechy na twarzach, było normalne podejście. Uważam, że wejście do szatni było przyjemne, można powiedzieć, że wszedłem bez żadnych kompleksów i problemów. Widać, że szatnia w Gliwicach dobrze się dogaduje, także na razie wszystko odbieram tutaj bardzo pozytywnie. Znaleźliśmy wspólny język, więc myślę, że atmosfera się nie zmieni. Przede wszystkim atmosferę budują wyniki, a Piast zdobył tytuł mistrzowski, więc będzie bardzo trudno popsuć klimat, który panuje w szatni.

W Kielcach byłeś już od kilku sezonów liderem zarówno w szatni, jak i na boisku. Jest szansa, że w Gliwicach będzie podobnie?

Czas oczywiście pokaże. Do Kielc też przychodziłem z łatką zawodnika, który nie zawsze grał w Cracovii. Przyszedłem jednak do Korony i krok po kroku wspinałem się w hierarchii. Mam nadzieję, że w Piaście też pomogę kolegom w szatni i na boisku. Potrzebuję jeszcze trochę czasu, kilka treningów na to, żeby poznać zespół, czy filozofię gry, bo nie przepracowałem okresu przygotowawczego z drużyną. Natomiast natłok meczów jest duży, więc te jednostki treningowe też nie będą tak mocne, jak przed startem sezonu. Myślę, że już niedługo będę na sto procent gotowy do gry i będę do dyspozycji trenera.

Zdążyłeś już odbyć kilka treningów z drużyną. Kto wywarł na tobie największe wrażenie? O kim możesz powiedzieć, że faktycznie jest to „pan piłkarz”?

Ostatnio trenowałem częściej z osobami, które nie grały w dwóch ostatnich meczach z Bate i z Lechią, bo oni mieli jednak nieco inny mikrocykl. Widać jednak, że Joel Valencia, Joao Felix i Gerard Badia, to jest trochę inna szkoła piłkarska. Łatwo jest zauważyć ich zaawansowanie techniczne, praktycznie na każdym kroku. Natomiast mogę powiedzieć, że cały zespół dobrze wygląda, widać, że jest to grupa fajnych i przede wszystkim ambitnych ludzi. Każdy z nich dobrze sobie radzi z piłką przy nodze. Nie ma czegoś takiego, że ktoś spoczął na laurach po tym mistrzostwie, tylko widać, że każdy rywalizuje i walczy o skład. Nie jest tak, że komuś się plac bardziej należy, bo rozegrał więcej minut w poprzednim sezonie, widać duże zaangażowanie, dlatego fajnie się z taką grupą ludzi pracuje.

Jak twoje ogólne odczucia względem klubu? Możesz wskazać jakiś największy plus?

Nie jestem już najmłodszy, wiele widziałem podczas mojej przygody z piłką, dlatego mało rzeczy mnie zaskakuje. Jednak wszystko dotychczas mogę wskazać, że jest na plus. Zaplecze organizacyjne, infrastrukturę oceniam bardzo pozytywnie, więc nie pozostaje mi nic innego jak ciężko pracować.

Zdążyłeś już pozwiedzać miasto, znaleźć swoje ulubione miejsce?

Jeszcze nie, na razie śpię w hotelu. Jestem w trakcie poszukiwania mieszkania, więc jak rodzina przyjedzie do mnie być może w przyszłym tygodniu, to wspólnie pojeździmy po okolicy i zobaczymy, co się dzieje.

Jeśli chodzi o spotkanie z Bate, to czuć większą nerwowość czy napięcie z tym meczem związane? Teraz role się nieco odwróciły po pierwszym spotkaniu. Oczywiście Bate wciąż jest faworytem dwumeczu, natomiast po meczu na Białorusi apetyty w Gliwicach wzrosły.

Zgadza się, czuć większą presję wśród kibiców, czy wśród ludzi związanych z piłką, bo w pierwszym meczu zagraliśmy dobrze. Gdyby nam nie poszło, to nikt by nie był specjalnie rozczarowany. Teraz jednak każdy oczekuje tego, że u siebie będzie jeszcze lepiej, a nadal jest to coś nowego dla chłopaków. Mało który grał w europejskich pucharach, a zwłaszcza w meczu tej rangi dla Piasta. Jest to historyczny mecz, bo nie zawsze gra się o Ligę Mistrzów, w dodatku z przeciwnikiem tej klasy. Stawka meczu jest duża, ale myślę, że chłopaki dobrze radzą sobie z presją, zresztą chyba większa ciąży na rywalach. Jestem dobrej myśli, a jeśli chodzi o zespół, to wierzę, że piłkarsko chłopcy się obronią.

Jeśli chodzi o ciebie, to jesteś zgłoszony do europejskich pucharów, ale dopiero od następnej rundy?

Tak dokładnie, dlatego trzymam kciuki za chłopaków (śmiech).