13 listopada miała miejsce premiera autobiografii Sebastiana Mili, którą zawodnik napisał wspólnie z Leszkiem Milewskim. W celu promowania książki były reprezentant Polski spotykał się z ludźmi w kilku miastach. Po Warszawie i Wrocławiu przyszedł czas na Gdańsk. Mimo tego, że spotkanie zaplanowano na godzinę 18 w czwartek, to w Empiku Galerii Bałtyckiej pojawiło się kilkadziesiąt osób. Biorąc pod uwagę fakt, że Sebastian Mila grał w Lechii i od wielu lat utożsamia się z klubem oraz miastem, to można było spodziewać się tłumów. Z pewnością zaskakująca była mała liczba młodych osób, chłopców, którzy marzą o wielkiej karierze piłkarskiej. Szkoda, bo z pewnością ze wszystkich biografii piłkarskich, ta Sebastiana Mili jest, a przynajmniej powinna być najbliższa młodym piłkarzom z Gdańska i okolic. Może należałoby się zastanowić, dlaczego trenerzy miejscowych klubów w odpowiedni sposób nie zachęcili swoich podopiecznych do obecności na tym spotkaniu, nawet w ramach treningu.

Sebastian Mila, to człowiek niezwykle otwarty, szybko skracający dystans. Dlatego długa kolejka chętnych do zdobycia autografu i zrobienia zdjęcia w żaden sposób nie przeraziła zawodnika. Po części oficjalnej, która z pewnością mogła by trwać wiele godzin przyszedł właśnie czas dla fanów. Były piłkarz, a obecnie ekspert telewizyjny cierpliwie odpowiadał na każde zadane pytanie. Jeśli ktoś chciałby zobaczyć, w jaki sposób powinno wyglądać tego typu wydarzenie, to spotkanie z Sebastianem Milą mogłoby służyć za wzór. Z Sebastianem Milą porozmawialiśmy właśnie o spotkaniu w Gdańsku, historiach opisanych w książce, oraz o wielu innych aspektach, zapraszam!

*******

Sebastian jest to kolejne spotkanie, które organizowane jest z okazji wydania Twojej autobiografii, którą napisałeś wspólnie z Leszkiem Milewskim. Jak podchodzisz do tego typu spotkań i czy podczas nich widzisz, że ta książka miała sens?

Jak widzę, że ludzie przychodzą na te spotkania, to sprawiają mi tym wielką przyjemność. Wystarczy, że są, tak po prostu. Myślę, że fajnie było się podzielić, nie tylko tymi fajnymi rzeczami, bo te łatwiej wszystkim dostrzec. Warto się podzielić też tymi złymi, czy gorszymi historiami, które miałem okazję przeżyć podczas kariery. Ta książka może być pokazaniem pewnej drogi, zwłaszcza dla młodych piłkarzy. Wiadomo, że popełniają oni błędy lub będą popełniać i tego absolutnie nie da się całkiem uniknąć. Natomiast dzięki mojej historii mogą uniknąć pewnych pułapek, mają gotowy drogowskaz jak przejść przez przygodę z futbolem.

W przypadku tych spotkań widzisz przede wszystkim, że ci ludzie przychodzą specjalnie do Ciebie. Nie przychodzą raczej fani empiku, czy dziennikarza prowadzącego spotkanie, ale głównie, żeby Cię zobaczyć, porozmawiać, zrobić zdjęcie. Podczas meczów, gdzie oczywiście kibiców jest zdecydowanie więcej, fani przychodzą dla drużyny i wielu zawodników, co chyba ma znaczenie.

Naprawdę, to jest niesamowite uczucie. Powiem ci, że zawsze serdecznie dziękuje każdemu z osobna, za to, że ta osoba się pofatygowała i przyszła. Abstrahując od tego, czy ktoś kupi tę książkę, czy nie kupi, to najważniejsze jest to, że usiądą, posłuchają i spędzą razem ten czas. To jest dla mnie cholernie ważna i istotna rzecz, więc naprawdę jestem każdemu z tych osób ogromnie wdzięczny. Sprawili mi dużą radość w każdym mieście, w którym byłem. W Warszawie, we Wrocławiu i teraz w Gdańsku.

Czujesz odpowiedzialność na sobie, bo słuchają Cię młodzi ludzie, być może przyszli piłkarze? Przychodzą, słuchają pana piłkarza, który wiele w piłce osiągnął, którego dotychczas znali jedynie z telewizji. Mało tego, przychodzą ludzie do Ciebie po zdjęcie, autograf, ale nie tylko. Zdaje się, że jeden pan pokazał Ci zdjęcie swojego dziecka, inny pochwalił się, że ma urodziny. Chyba w tym tkwi wyjątkowość takich spotkań.

Tak, jeden pan powiedział, że też ma, podobnie jak ja córeczkę Michalinę. Drugi pan zapytał, czy w książce jest opisana moja pierwsza zdobyta bramka dla Lechii Gdańsk. A moja pierwsza bramka była strzelona jeszcze na Traugutta (ulica dawnego stadionu Lechii, obecnie obiektu treningowego – przyp. aut.), w dodatku z przewrotki. Faktycznie jest ten gol opisany w książce, ale miło wspominam tamten moment. Gol z przewrotki, zresztą strzelony prawą nogą, więc ogólnie padają różne pytania. Jest to na pewno bardzo miłe, więc absolutnie nie patrzę wtedy na zegarek. Wracając jeszcze do bardzo ważnej rzeczy, o której wspomniałeś, to zawsze jak młodzi ludzie podchodzą po dedykację, to pytam się, czy przeczytali książkę. Chciałbym po prostu, aby podążali oni dobrą drogą, tą, którą opisałem. Oczywiście, niech się wzorują na tych najlepszych zawodnikach, na Robercie Lewandowskim i reszcie światowych gwiazd.

Różnica polega na tym, że jesteś bardziej dostępny. Grałeś w Lechii, mieszkasz w Gdańsku i rozmawiasz z ludźmi.

No tak, jestem dostępny, ale to jest dla mnie duże wyróżnienie. Bardzo mili i sympatycznie ludzie są tu, więc dla mnie jest to czysta przyjemność.

Spodziewałeś się większej frekwencji w Gdańsku, biorąc pod uwagę, to co działo się, chociażby we Wrocławiu?

Tak, Wrocław w ogóle zrobił takie show, że było to coś niesamowitego. Wspaniałe miasto i ludzie, więc jestem im bardzo wdzięczny. Zrobili coś, co nie mieściło mi się w głowie. Wrocław, to jest moje miasto, uwielbiam tam wracać, także myślami, więc zawsze będę im kibicował i zawsze będą w moim sercu.

Nie wiem, czy oficjalnie ktoś już zadał to pytanie – kiedy zrodził się u Ciebie pomysł na napisanie tej książki?

Wiesz co, bardzo wiele było takich sytuacji, w których takie propozycje dostawałem. Często je jednak odrzucałem, bo nie chciałem pisać książki. Nie było tego w moich planach, myślałem raczej, że moja kariera nie jest na tyle ciekawa, żeby o niej opowiadać. Tak jak z Leszkiem (Milewskim, współautorem książki – przyp. Aut.) zaczęliśmy rozmawiać, to jednak pomyślałem: kurde, może faktycznie ma to jakiś sens. Od razu jednak zaznaczyłem, że nie będzie to książka nafaszerowana skandalami. Mówiłem wprost, że jeśli ktoś oczekuje, że przeczyta o skandalach, alkoholu i pijaństwie, to lepiej niech tego nie kupuje, bo się tylko rozczaruje. Uważam jednak, że jest w tej książce coś bardziej wartościowego niż afery. Opisana jest droga, jaką trzeba przemierzyć, aby móc przeżyć takie wspaniałe wieczory, jak chociażby z Manchesterem City, czy reprezentacją Niemiec. Bardziej o takich historiach jest ta książka.

Właśnie, mecz z Manchesterem City i z Niemcami, do nich jesteś często przypisywany i z nimi kojarzą Cię ludzie. Pewnie zdobyłeś wiele innych pięknych bramek, natomiast chyba faktycznie mecz z City pozwolił usłyszeć o Tobie całej piłkarskiej Polsce? Sam trenując strzał lewą nogą, miałem w głowie Twoją bramkę i komentarz Macieja Iwańskiego. Teraz możecie wspólnie wspominać tamtą chwilę, bo jesteście redakcyjnymi kolegami.

Tak, to jest niesamowite. Wspólnie z Maćkiem (Iwańskim – przyp. aut.) wspominamy tamtą bramkę w rocznicę meczu z Manchesterem. Podobnie z Matim Borkiem, kiedy jest rocznica wygranego meczu z Niemcami.

Mateusz Borek chyba nawet głos stracił po meczu z Niemcami, tak przeżywał tamto zwycięstwo.

Tak, rzeczywiście. Mam ich głosy cały czas w głowie i chyba będą mi towarzyszyły do końca życia. Zawsze jak ich widzę, to dziękuję im za to, bo mamy ze sobą świetny kontakt. Piłka pisze, jak widać fantastyczne scenariusze.

Z pewnością jesteś osobą pozytywną, która uwielbia ludzi, która szuka wszędzie pozytywów, a to pewnie wynika z wychowania. W świecie futbolu nie zawsze jest miejsce dla tego typu ludzi. Jak Ty się odnalazłeś w tym świecie, ile razy musiałeś się na kimś sparzyć, wreszcie jak to się stało, że piłka Cię nie zmieniła negatywnie? Mówi się: masz miękkie serce, to…

Tak, zgadzam się w pełni, ale ja nie byłem na boisku przyjemny i dobry. W szatni to jeszcze pół biedy. Uważam, że bardziej byłem tym gorszym na boisku. Na pewno potwierdziliby to sędziowie czy inni zawodnicy. Niejednokrotnie wyzywaliśmy się od najgorszych, też faulowałem, też ciągnąłem innych za koszulkę i prowokowałem, więc nie byłem aniołkiem na boisku. Kiedyś trener Tarasiewicz powiedział mi, że „jesteś wolny na boisku”. Właśnie tak się na nim czułem, nie musiałem nikogo słuchać. Sam decydowałem, kiedy, jak i komu zagram. Jednak, kiedy kończysz mecz, wracasz do domu, to nie jesteś już wolny. Masz obowiązki, musisz iść do dziennikarzy, trzeba przebrać się i wracać do normalnego życia. Grając, czułem wolność, poza meczami i treningami byłem już innym człowiekiem i to mi odpowiadało.

Spytam o inny aspekt. Wiadomo, że w piłce czy w ogóle w sporcie są wzloty i upadki. Różnie kariery się układają, niektórzy przeżywają więcej wzlotów, inni upadków. Czy Twoim zdaniem decydujące o sukcesie jest umiejętne podnoszenie się w gorszych chwilach? Sam doświadczyłeś różnych momentów, trener Pawłowski w Śląsku z pewnością sprowadził Cię na ziemię, dzięki czemu później mogłeś przeżywać fantastyczne momenty w kadrze Adama Nawałki.

Rzeczywiście, tak jest. Uważam, że z piłkarzami jest trochę jak z bokserami, oczywiście zachowując wszelkie proporcje. Zawsze ci najlepsi bokserzy potrafią wstawać z desek, nawet jeśli są liczeni, to podnoszą się i wygrywają pojedynki. Ci, co potrafią to robić, stają się najlepszymi bokserami. Można powiedzieć, że tak samo jest z piłkarzami, ci co potrafią radzić sobie z presją, pokonywać gorsze momenty, to będą w stanie wchodzić na wyższy pułap i grać o wyższe cele. Uważam, że nie pewność siebie, ale psychika jest szalenie istotna. Musisz być mocny, żeby móc sobie radzić z presją, strzelaniem z karnych, braniem odpowiedzialności po porażkach. Wiele czynników składa się na końcowy sukces.

Rodzina chyba jest jednym z nich, zwłaszcza u Ciebie. Kiedy jest dobrze, to przyjaciół jest wielu, inaczej jest w trudniejszych chwilach.

Zgadza się, to co dzisiaj powiedziałem, że za sukcesem każdego faceta stoi silna kobieta. U mnie tak właśnie jest, rodzina jest najważniejsza. Wszystko robisz nie tylko dla siebie, ale dla rodziny. Rodzice, siostra, żona, córka, przyjaciele, to jest taki wytrych, który pozwala się otworzyć w gorszych chwilach. Ludzie wokół pozwalają lepiej poznać siebie.