To już ostatnia ligowa kolejka w tym roku. Lech Poznań podejmował przed własną publicznością Arkę Gdynia. To już trzeci mecz przyjaźni dla Kolejorza w obecnym sezonie. Można zażartować, że lechici wyjątkowo mocno dbają o te relacje, bowiem w trzech meczach przyjaźni zdobyli zaledwie dwa punkty. Oba w meczach z Arką. W Gdyni spotkanie zakończyło się bezbramkowym remisem, teraz kibice przynajmniej zobaczyli gole, spotkanie zakończyło się wynikiem 1:1. Bramkę dla Arki zdobył Fabian Serrarens, dla Lecha wyrównał Lubomir Satka.   

We wrześniu przy Bułgarskiej Lech przegrał z Cracovią 1:2. W Gdyni, to podopieczni Dariusza Żurawia byli stroną dominującą, ale brakowało skuteczności. Szkoleniowiec Lecha przestrzegał swoich zawodników przed zespołem Arki. Zwrócił uwagę na to, że Arka na początku sezonu prezentowała się dużo gorzej, doszło jednak do zmiany szkoleniowca. Po przyjściu Aleksandara Rogicia Arka zaczęła lepiej punktować. Licząc wczorajsze spotkanie, arkowcy zdobyli 8 punktów w czterech meczach. Dwukrotnie wygrywali i remisowali, zatem zawodnicy będą mogli udać się na przerwę świąteczną w dobrych nastrojach.  

Oczywiście był to bardzo trudny mecz dla nas. Duże wyzwanie, żeby przetrwać, ale pokazaliśmy dobry charakter, walkę i zaangażowanie. Jest to dobra perspektywa na przyszłość, pójdziemy na przerwę w niezłych nastrojach. Oczywiście, po czerwonej kartce skupialiśmy się jedynie na obronie i próbowaliśmy atakować po kontrach. Podsumowując, jesteśmy zadowoleni z tego punktu. To jest bardzo ważne dla mentalności całej drużyny. Gratulacje dla Lecha, bo grają dobrą piłkę. Grali ładnie, mają dobrych zawodników, życzę im wszystkiego najlepszego – mówił po meczu serbski szkoleniowiec.

W zupełnie innych nastrojach byli zawodnicy Lecha oraz Dariusz Żuraw. Trener Kolejorza miał świadomość tego, że podobnie jak w meczu z Koroną (0:0 – przyp.aut.) jego zespół stracił dwa punkty. Takie mecze na koniec sezonu mogą kosztować Lecha utratę – chociażby miejsca gwarantującego start w europejskich pucharach, co jest jednym z celów klubu na ten sezon.

Szkoda, że nie udało nam się zdobyć kompletu punktów. Myślę, że zawodnicy i kibice bardzo tego chcieli. Mieliśmy dzisiaj wiele sytuacji i mecz pod kontrolą, zwłaszcza po czerwonej kartce. Zabrakło nam w pewnych momentach spokoju i decyzji. Jeden błąd i chwila nieuwagi sprawiła, że straciliśmy bramkę. Próbowaliśmy coś zmieniać, wprowadzając ofensywnych zawodników. W kluczowych momentach albo świetnie bronił Steinborns, albo obrońcy Arki – mówił rozczarowany Dariusz Żuraw.

Od pierwszego gwizdka sędziego inicjatywa należała do gospodarzy, którzy raz po raz niepokoili defensywę gości. Arka jednak nie panikowała, wyglądała tak, jakby świadomie przyjęła Lecha na własnej połowie. Rzadko podopieczni trenera Rogicia ruszali w kierunku bramki Mickiego Van der Harta. Podczas jednej z takich prób, arkowcy stracili piłkę w środku pola, która została posłana do Tymoteusza Puchacza. Skrzydłowy Kolejorza ruszył na bramkę Steinbornsa, ale z interwencją zdążył Damian Zbozień. Defensor Arki faulem zatrzymał pomocnika, za co ujrzał słuszną czerwoną kartkę. Była to dopiero 25 minuta spotkania, zatem wydawało się, że gospodarze mają ułatwione zadanie. Tymczasem w doliczonym czasie pierwszej połowy gry arkowcy przeprowadzili składną akcję, która zakończyła się golem. Michał Nalepa podał piłkę na skrzydło do Mateusza Młyńskiego, a ten dograł do Fabiana Serrarensa, który ubiegł Djordje Crnomarkivicia i sprytnym strzałem pokonał holenderskiego bramkarza Lecha. Niezbyt często zdarza się w naszej lidze, aby Holender pokonywał Holendra. Tym bardziej trudno było przewidzieć, aby miało stać się to akurat w tym spotkaniu. Chyba, że podejrzewalibyśmy o to Marco Vejinovicia. Serrarens w meczu przeciwko Zagłębiu oddał pierwszy celny strzał na bramkę w barwach Arki, a wczoraj zdobył pierwszą bramkę. Kto wie, być może ten gol odblokuje Holendra i jeszcze pokaże, że gole, które seryjnie strzelał na zapleczu Eredevisie nie były dziełem przypadku?

Wierzyliśmy w Fabiana, nieco pechowo zaczął, nie trafił w dogodnej sytuacji w pierwszym meczu, po trzecim chyba złapał kontuzję i wypadł na dłuższy czas. Zawsze po przerwie jest trudno wrócić do optymalnej formy, ale od meczu z Pogonią zaczęło to wyglądać dużo lepiej. Z Zagłębiem Fabian również bardzo dobrze zagrał. Bramki są kwestią czasu, liczymy na jego bramki wiosną – ocenił kapitan, Adam Marciniak.

W każdym razie w drugiej połowie zadaniem gości była skuteczna obrona korzystnego rezultatu. Steinborns dwoił się i troił, ale ostatecznie nie udało się jemu zachować czystego konta. W 75. minucie gola zdobył Lubomir Satka, ale nie głową, a nogą. Goście mogli mocno żałować tej sytuacji, ponieważ przy stałych fragmentach gry można uniknąć straty, nawet grając w osłabieniu.

Widać postęp w naszej grze odkąd przyszedł do nas trener Rogić. Daje nam to dużo motywacji przed rundą wiosenną. Ostatnie cztery – pięć spotkań były dobre dla nas pod względem punktowym. Myślę, że trzeba szanować ten punkt, zwłaszcza, że graliśmy na trudnym terenie w Poznaniu, w dodatku w osłabieniu. Na pewno, kiedy gra się układa, wyniki są trochę lepsze, to chęć do pracy i motywacja jest większa. Myślę, że przyszłość będzie dla nas nie najgorsza – z zadowoleniem mówił Adam Marciniak.

Kapitan Arki nie miał łatwego zadania, ponieważ musiał rywalizować z młodymi i szybkimi skrzydłowymi – Puchaczem i Jóźwiakiem. – Nie da się ukryć, zwłaszcza Kamil Jóźwiak dawał się we znaki, jest w dobrej formie i nieprzypadkowo pojechał na reprezentację. Duża jakość po jego stronie, kilkukrotnie wsadził nas na karuzelę, gra w Lechu, wchodzi do reprezentacji, a ja mówiąc żartobliwie swoją karierę reprezentacyjną zakończyłem – żartował obrońca.