Można powiedzieć: wreszcie! Ekstraklasę można porównać do pogody w Polsce. Stale na nią narzekamy, często zerkamy na południowoeuropejskie kraje, zachwycamy się słońcem i plażami poza naszym państwem. Jednak po dłuższym rozbracie i nieobecności chętnie wracamy, ciesząc się z każdego słonecznego dnia. Podobnie jest z naszą ligą, niby mamy jej dosyć, ale gdy wznawiamy rozgrywki w powietrzu czuć wielkie wyczekiwanie. W końcu będzie można zobaczyć, czy przerwa zimowa odmieniła nasz ukochany zespół, czy włączy się do walki o europejskie puchary (z których i tak szybko odpadnie), a może szybko zagwarantuje sobie utrzymanie w lidze.

Przekonamy się czy zimowe ubytki, uda się zastąpić nowymi twarzami (najczęściej zagranicznymi). Niezależnie od tego, które zespoły grają jako pierwsze, czy te walczące o najwyższe cele, czy te z dołu tabeli, to noszą na sobie dużą odpowiedzialność. Dlaczego? Ponieważ oczy wszystkich sympatyków piłki nożnej w kraju zwrócone będą właśnie na nich, na drużyny, które zainaugurują rundę „wiosenną”. Tak naprawdę to od nich zależy, czy z równie dużą ekscytacją kibic obejrzy pozostałe spotkania tej kolejki.

Dlatego tak ważne jest, aby dzisiaj piłkarze Arki i Cracovii zrobili bardzo dobre pierwsze wrażenie. Nudne 0:0 z pewnością nie pomoże w promowaniu ligi. Nie zachęci nowych ludzi do przyjścia na stadion, a rzadko kiedy do przełączenia pilotem z meczu lig Top 5 na Ekstraklasę. Dlatego apeluję do jednych i drugich, do Arki i Cracovii, a po nich do Śląska i Lechii: nie zepsujcie tego!