Mecz Arki z Cracovią zainauguruje piłkarską wiosnę w Ekstraklasie. Obydwa kluby grają o inne cele, zajmują odległe od siebie miejsca, ale tak naprawdę trudno do końca przewidzieć rozstrzygnięcie tej rywalizacji. W ostatnim czasie częściej niż o formie sportowej Arki, możemy usłyszeć głosy o problemach natury organizacyjno – finansowej. O sytuacji w klubie, nowym kontrakcie, nagrodach indywidualnych, zgrupowaniu w Turcji, planach na przyszłość, życiu w Gdyni, historii pewnego szalika, rozłące z rodziną i o wielu innych tematach rozmawiałem z bramkarzem Arki – Pavelsem Steinborsem.

*********

Spotykamy się w dobrym czasie dla Ciebie. Przede wszystkim przedłużyłeś kontrakt z Arką o następne dwa i pół roku, zająłeś pierwsze miejsce w plebiscycie portalu Trójmiasto.pl oraz zostałeś wybrany piłkarzem roku na Łotwie. Jeszcze wcześniej wybrano Cię do jedenastki 90 – lecia klubu. Sporo tych wyróżnień.

Jeśli mówisz tylko o mnie, to tak zgadzam się, był to dobry rok, ale nie uprawiam tenisa, a sport drużynowy. Wiadomo, nagrody indywidualne są dla mnie czymś ważnym i miłym, ale te wszystkie wyróżnienia wymieniłbym na większe sukcesy Arki.

Niejednokrotnie podkreślałeś, że w Arce i w ogóle w Gdyni czujesz się bardzo dobrze, że jest to Twój drugi dom. Nie myślałeś zatem o tym, żeby złożyć dokumenty o przyznanie polskiego obywatelstwa?

Myślałem, jutro jadę to zrobić (wywiad przeprowadzony we wtorek 4 lutego – przyp.aut.).

Poważnie?

Tak.

Ta decyzja była zależna głównie od przedłużenia kontraktu z Arką?

Trudno powiedzieć, co by było wtedy. Na pewno uważam, że teraz jest to dobry moment, aby to zrobić.

Przed podpisaniem nowej umowy z pewnością miałeś wiele telefonów z ofertami. Możesz zdradzić jakiś konkretny kierunek, z którego padały zapytania?

Szczerze mówiąc, nie widzę większego sensu, aby teraz mówić o tym, jakie były oferty. Jestem zawodnikiem Arki i jestem z tego powodu bardzo szczęśliwy.

Rozumiem, że nie musiałeś odmawiać klubom z Bundesligi, bo zdaje się, że bardzo lubisz tę ligę?

Nie było telefonów stamtąd, więc nie musiałem stawać przed takim wyborem (śmiech).

fot. accredito.com

Oznacza, to tyle, że Arka złożyła Ci najlepszą ofertę pod każdym względem? Wiadomo, że finansowo też wszystko musi się zgadzać. Przy podjęciu decyzji kierowałeś się sentymentami do klubu?

Nie powiem chyba nic nowego, mówiąc, że Arka to najlepszy i ulubiony klub, w jakim grałem. Otrzymałem od klubu taką ofertę, jakiej oczekiwałem, dlatego dalej jestem w Gdyni.

Wiedząc, że spędzisz w Gdyni następne dwa i pół roku, masz w planach „ściągnąć” swoją rodzinę na stałe? Nie ukrywasz w rozmowach, że obecność bliskich jest dla Ciebie bardzo ważna.

Oczywiście, bardzo chciałbym, aby rodzina była tu ze mną. Natomiast sprowadzenie rodziny nie może się opierać jedynie na piłce nożnej. Wiadomo, jak jest w tym zawodzie, wiele może się zmienić w krótkim czasie. Dlatego muszę mieć też coś poza piłką.

Wiadomo, że trzeba dzieciom znaleźć szkołę, żonie nową pracę.

Dlatego uważam, że trzeba podjąć rozsądną decyzję, tak żeby miało to wszystko ręce i nogi. Stres na początku przeprowadzki jest naturalny, poza tym, co zrobić, jeśli wszystko potoczy się inaczej, niż to zaplanujemy? Co, jeśli okazałoby się, że trzeba z powrotem przeprowadzać się na Łotwę? Biorę różne warianty pod uwagę, chcę zobaczyć, jak to dalej będzie wyglądało. Nie chcemy podejmować pochopnych decyzji.

W wywiadzie dla Przeglądu Sportowego powiedziałeś, że po zakończeniu kariery marzy się Tobie kupno dużego domu w Europie i na jednym z pięter prowadzenie wspólnie z żoną restauracji. Twoja żona podobno robi dobre torty.

Nie tylko robi dobre torty, ale ogólnie dobrze gotuje. Torty są po prostu jej specjalnością (śmiech).

Tak czy inaczej, prowadzenie własnej restauracji, to Twój jedyny plan po karierze, czy są jeszcze jakieś inne?

Nie, to jest na razie moje marzenie, które gdzieś sobie rysuję w głowie. Wiadomo, każdy z nas ma jakieś marzenia. Jeśli zostanę tutaj w Gdyni na stałe, to wiadomo, że trudno będzie prowadzić restaurację na jakiejś wyspie. Natomiast nie widzę przeszkód, aby mieszkając z rodziną tutaj, otworzyć restaurację w tych okolicach. To są jednak na tyle odległe plany, że nie ma o czym mówić.

Wykluczasz pozostanie przy piłce, np. w roli trenera bramkarzy?

Nic nie wykluczam, być może zostanę pierwszym trenerem, niekoniecznie od bramkarzy. Planów, interesów czy pomysłów jest wiele, także nie umiem jednoznacznie wskazać, tego, czym będę się zajmował. Mam czas, żeby jeszcze pomyśleć o tym na spokojnie.

Wracając do tematu kuchni, to masz w Gdyni swoje ulubione miejsca, w których lubisz jeść?

Ja mam catering, także korzystam z niego już dłuższy czas. Jak chcesz zrobić reklamę firmie, to mogę zdradzić, że to catering „Lifestyle” (śmiech). Śmiało mogę polecić, bo mają wiele zdrowych diet. Rzadko chodzę do knajp, najczęściej z chłopakami z drużyny albo z całym zespołem. Mamy taką zasadę, że przed każdym meczem chodzimy razem na kawę czy kolację. Nie na całą noc, godzina nam wystarczy. Dlatego trudno mi wskazać jedno konkretne miejsce. W Gdyni jest wiele takich, gdzie można dobrze zjeść.

A jaką kuchnię preferujesz? Bardziej włoską czy orientalną?

Lubię owoce morza, nie przepadam za makaronami. Najbardziej krewetki i moule. Chociaż muszę przyznać, że raz w miesiącu zdarzy mi się zamówić dobrego burgera.

Zostając przy jedzeniu, to w Arce dobrze was karmią?

Zawsze chodzimy do naszej ukochanej pani Alicji, którą pozdrawiam. Zawsze jedzenie jest smaczne, poza tym jest bardzo dobra atmosfera. Przychodzimy tam i czujemy się jak w domu, bo pani zawsze porozmawia, przytuli, jeśli trzeba i o wszystko inne zadba. Tam zwykle jemy obiady albo śniadania przed wyjazdem, więc klubową kuchnię mogę jedynie chwalić.

Będąc samemu w Gdyni, relaks z rodziną odpada. Obowiązki rodzinne przejmuje Twoja żona. Zatem w jaki sposób odpoczywasz i się regenerujesz poza klubem?

Tak, Diana przejmuje wszystkie obowiązki, za co jestem jej bardzo wdzięczny. Dzięki niej mogę skupić się tylko na piłce, na treningach, za co należą się jej duże słowa uznania. Tak naprawdę każdy sukces, jaki osiągnąłem, w dużej mierze jest jej zasługą. Kiedy przyjeżdża do mnie rodzina, to spędzamy czas na wspólnych spacerach, często chodzimy w okolice Klifu w Orłowie, bo bardzo nam się tam podoba. Jak jest ładna pogoda, to jeździmy też razem do Jastarni albo do Władysławowa. Natomiast na co dzień, kiedy jestem sam, to raz w tygodniu z chłopakami idziemy na saunę. Poza tym spędzam czas jak większość ludzi, lubię obejrzeć dobry film, posłuchać muzyki czy przeczytać książkę.

Jaki gatunek najbardziej lubisz czytać?

Nie czytam regularnie, ale jak mam czas, to potrafię przeczytać pięć z rzędu. Przeczytałem wiele książek sportowych, m.in. autobiografię Zlatana Ibrahimovicia, Tysona czy Fergusona. Natomiast bardziej od typowo sportowych lubię dobry kryminał albo takie, które zmuszają do myślenia, po których coś się przestawia w głowie.

Psychologiczne?

Nie do końca psychologiczne, ale takie z drugim dnem i innym przekazem.

Przejdźmy może do spraw boiskowych. Z pewnością wyróżnia Cię w lidze to, że na każdym meczu wieszasz szalik Arki w bramce. To jest Twój rytuał, rodzaj talizmanu? Niewątpliwie świadczy o Twoim przywiązaniu do barw klubowych.

Myślę, że to nie dotyczy tylko mnie. Niezależnie od tego, kto będzie bronił w Arce, uważam, że ten symbol powinien zostać. Nie ja wymyśliłem ten rytuał, a pewnie nie każdy to wie. Pierwszy raz zawiesiłem szalik podczas finału Pucharu Polski z Lechem. Jeden z naszych kibiców podał przed meczem ten szalik Michałowi Nalepie i powiedział, żeby bramkarz zawsze wieszał go w bramce. Od tamtej pory jest to już stały element podczas naszych meczów.

fot. arkagdynia.pl

Finał wygraliście, więc można powiedzieć, że szalik wówczas pomógł.

Tak, jakby nie było, puchar jest w gablocie, więc szalik musi zostać w bramce. Ostatnio podczas wywiadu dla klubowej telewizji ten szalik też był przewieszony przez balkon. Jeden z kibiców zadał pytanie na Facebooku do mnie, czy śpię z tym szalikiem. Pierwszy raz w życiu odpowiedziałem na tego typu komentarz, mówiąc, że nie śpię. Być może ludzie myślą, że ja wszędzie chodzę z tym szalikiem, ale tak nie jest. Natomiast jeśli ktoś pyta, czy mam do niego sentyment, to tak, mam.

Nawiązując do tego, że mógłbyś zostać trenerem, niekoniecznie tylko od szkolenia bramkarzy, jestem ciekawy, jak postrzegasz szansę bramkarza na bycie dobrym trenerem. Trener Leszek Ojrzyński oraz Zbigniew Smółka również swoje przygody z piłką spędzili między słupkami. Zdania na ten temat są zapewne podzielone. Jedni powiedzą, że bramkarz wszystko widzi najlepiej, a drudzy, że trenuje osobno z dwójką kolegów i trenerem bramkarzy. Jakie jest Twoje zdanie?

Nie powiedziałem, że będę pierwszym trenerem, tylko nie wykluczałem tej możliwości, także nie chcę się wymądrzać. Uważam, że bramkarz jak najbardziej może być dobrym trenerem. Dlaczego? Bo bramkarz widzi dokładnie wszystko, jak grają zawodnicy na poszczególnych formacjach. Jeśli ktoś rozumie skąd się biorą pewne sytuacje w meczu albo potrafi analizować grę, to może wykorzystać to w pracy z zespołem. Wiedza jeszcze nikomu nie zaszkodziła.

Patrząc pod kątem Arki, to obserwując wszystko z boiska, potrafiłbyś wskazać elementy, które decydowały o tym, że jesienią w wielu meczach traciliście punkty? Tak samo w drugą stronę, czy dostrzegasz poprawę gry i ewentualnie w jakich elementach?

Obecnie nie jestem szkoleniowcem, więc ci nie odpowiem na to pytanie. Musiałbyś zapytać trenera Rogicia. Jeśli chodzi o nasze atuty, to szatnia i serce do gry.

Na zakończenie eliminacji wygraliście w listopadzie z Austrią 1:0. Niewątpliwie swoimi interwencjami mocno przyczyniłeś się do tego zwycięstwa. Czy pojawił się promyk nadziei na lepszy czas dla waszej kadry? To spotkanie dało wam zastrzyk pozytywnej energii?

Bardzo mocno w to wierzę. Mam nadzieję, że ta wygrana pozwoli nam mocniej uwierzyć w siebie. Pokazaliśmy tym meczem, że jak chcemy, jak stanowimy zespół, jak zostawimy serce na boisku, to możemy wygrywać. Nie mamy w drużynie gwiazd albo zawodników mogących wygrywać samemu. Naszą siłą jest zespół, myślę, że pokazaliśmy to w meczu z Austrią. Wierzę w to, że ten wynik będzie nas motywował w przyszłości. Chcąc wygrywać, nie możemy zejść poniżej poziomu tamtego meczu. Także wszystko przed nami, zwłaszcza że będzie Liga Narodów, w której będziemy rywalizowali z zespołami poziomem zbliżonymi do nas.

To był Twój najlepszy i najprzyjemniejszy moment w kadrze?

Zdecydowanie tak. Oczywiście, warto jeszcze przypomnieć mecz z Polską na Stadionie Narodowym. Co prawda przegraliśmy, ale był to dobry mecz w naszym wykonaniu. Mieliśmy wiele ciekawych momentów w grze. Mecz z Austrią wygraliśmy, dlatego miło wspominam obydwa spotkania.

Na Stadionie Narodowym grałeś już trzykrotnie. Dwa razy w finale Pucharu Polski z Arką, raz z reprezentacją. Można porównać te spotkania pod względem emocji? Pewnie milej wspominasz finał z Lechem, bo był wygrany.

Powiem szczerze, że wtedy jak wygraliśmy finał z Lechem i zdobyliśmy puchar, to nie wierzyłem do końca w to, co się stało. Nie wiedziałem, w jaki sposób się cieszyć. Po upływie czasu myślałem sobie w głowie, że mogłem zrobić to, czy tamto, inaczej zareagować, okazać emocje i radość. Mogłem wziąć szalik Łotwy, wiele rzeczy można zrobić po takim sukcesie. Przed meczem kadry, wiedziałem, co się będzie działo na stadionie, jak Polacy nas przyjmą, jaką zrobią atmosferę. Mówiłem w szatni do chłopaków – „zobaczycie”, będzie fajnie. Podkreślałem, że nie zapomną tego spotkania i wieczoru. Motywowałem ich, zachęcałem do tego, żebyśmy dali z siebie maksimum możliwości. Mogę powiedzieć, że mecze z Arką i w kadrze, to dwa różne odczucia, nieco inne emocje.

Poleciłbyś jakiegoś zawodnika z Łotwy do Arki? Pojawił się ktoś utalentowany w ostatnim czasie?

Tak, właśnie niedawno do Lechii przyszedł Tobers.

Twoim zdaniem jest to zawodnik, którzy poradzi sobie w naszej lidze, ma szansę być wzmocnieniem drużyny?

Uważam, że tak. To młody i utalentowany zawodnik, więc powinien sobie poradzić.

Wzorowałeś się na Edwinie Van der Sarze, imponował Ci jego spokój w bramce i reakcja po dobrej interwencji, czyli brak wymyślnych cieszynek. Od zawsze byłeś stonowany w bramce, unikałeś żywiołowych gestów? U niektórych bramkarzy wyglądają komicznie.

Chcę podkreślić, że to jest tylko moje zdanie. Jeśli któryś z bramkarzy uważa, że trzeba te emocje wyraźnie pokazać, że to daje moc, to w porządku. Nie zwracam komuś uwagi z tego powodu, po prostu ja nie do końca rozumiem tę potrzebę. Nie mówię, że to jest dobre czy złe, może komuś pomaga. Według mnie jest to trochę komiczne, tak jak powiedziałeś.

Są pewnie momenty, w których taka reakcja bramkarza pozwala pobudzić zespół.

Drużyna musi sama się obudzić, jeśli trzeba, bo jak bramkarz tego nie zrobi, to co się stanie? Bramkarz musi robić swoje, czasem zrobi skuteczną paradę, ale też może popełnić błąd. Po udanych interwencjach jest radość i entuzjazm, a jak się coś zepsuje, to trzeba wtedy płakać? Myślę, że najlepiej być skoncentrowanym i prezentować stabilną formę.

Obserwując Twoje zachowanie w bramce po dobrej interwencji, w sytuacji, gdzie większość kibiców i kolegów widziała piłkę w siatce widać, że przybijesz co najwyżej piątkę, ale patrzysz już na to, co zaraz zrobi przeciwnik.

Bo co z tego, jeśli odbiję piłkę na rzut rożny, my będziemy skakać razem w kółku, a zaraz stracimy bramkę, bo kogoś nie upilnujemy w kolejnej akcji. Wiadomo, jestem mega dumny z tego, że chłopaki podbiegają czy gratulują udanej interwencji. Wolę to jednak robić po meczu, wtedy jest czas, żeby przybić piątkę, celebrować dobry mecz z kibicami. Na wszystko jest czas i miejsce, można przybić piątkę, ale trzeba cały czas być skupionym na meczu. Dlatego nie do końca rozumiem cieszynki bramkarzy, zaraz możesz popełnić prosty błąd i co wtedy.

Tobie się ostatnio taki przytrafił. Dałeś się zaskoczyć strzałem z połowy boiska, na szczęście podczas sparingu.

Mecze sparingowe, to zupełnie coś innego niż gra o punkty, więc spokojnie do tego podchodzę.

Po przyjściu trenera Rogicia było słychać wśród zawodników spore zadowolenie, wierzyliście, że jest to osoba, która sportowo może wam bardzo pomóc. Jak wygląda współpraca po trzech miesiącach?

Miałem do trenera duży szacunek od samego początku, kiedy do nas przyszedł. Zresztą, nie miałem problemu z żadnym trenerem, z którym pracowałem. Praca zawodnika nie polega na ocenie pracy trenera, ale osobiście mogę powiedzieć, że jest to bardzo dobry człowiek i bardzo dobry trener. Jestem przekonany o tym, że nam pomoże. Trzeba jednak pamiętać o tym, że jaki by trener nie był, to rozliczany jest przez pryzmat wyników. W swojej karierze miałem wielu bardzo dobrych szkoleniowców, wyniki były słabe i od razu trener też stawał się słaby. To działa też w drugą stronę, jako trener czy człowiek można być różnym, ale zgadzają się wyniki, więc też jest w porządku. W piłce nożnej wynik nie zależy tylko od jednej osoby, także życzę naszemu trenerowi, żeby został z nami jak najdłużej. My na pewno będziemy się starać robić swoje jak najlepiej.

Końcówkę rundy mieliście obiecującą, czujesz, że zespół urósł przez ostatnie miesiące? Można powiedzieć, że zrobiliście krok naprzód?

Myślę, że tak.

Trener nie ukrywa, że jego cele sięgają wyżej niż tylko rozpaczliwa walka o utrzymanie. Zatem cele na ten sezon się zmieniły wraz z przyjściem trenera Rogicia? Do będącej na 8 miejscu Wisły Płock tracicie 9 punktów. Czy jak większość klubów w lidze skupiacie się tylko na najbliższym meczu?

Wiesz co, ja walczę o górną ósemkę już od trzech lat. Życie jednak pokazuje, że zawsze nam czegoś brakuje, aby tam się znaleźć. Bardzo ważne będą pierwsze trzy mecze. Musimy w nich pokazać, na co nas stać.

Terminarz macie dosyć obiecujący, bo bezpośrednich rywali podejmujecie u siebie. Jak możesz ocenić mecze sparingowe? Mecz z Crveną Zvezdą możecie chyba zaliczyć do udanych, mimo porażki 2:3.

Takie są właśnie mecze sparingowe. Ogólnie, jakość boisk, sparingi, warunki do treningów i atmosferę mogę ocenić na duży plus. Z Crveną prowadziliśmy do przerwy 2:1. Można taki mecz przegrać, ale najważniejsze było samo sprawdzenie się na tle mocnego rywala.

Większość klubów w lidze się osłabiła, natomiast w Arce spokojne okienko transferowe. Odeszło kilku zawodników, ale nie wiodących. Po kontuzjach wraca Davit Skhirtladze i Michał Kopczyński, poza tym dołączył Nemanja Mihajlović. Stabilizacja może być waszą siłą wiosną?

Myślę, że tak. Trener stale powtarza o tym, że ważny jest dla niego balans w drużynie. Wraca Michał i Davit, Nemanja też ma pomóc drużynie. Trener Rogić ma wszystko pod kontrolą, więc jestem dobrej myśli.

Mógłbyś powiedzieć coś więcej o Nemanji? Wiadomo, że jest to zawodnik z niezłym CV, w dodatku wciąż młody.

Słyszałem, że dwa lata temu był najlepszym piłkarzem w Serbii, pojechał do Holandii, gdzie coś poszło nie tak. Ostatnie pół roku mało grał i teraz przyszedł w celu, aby pomóc sobie i nam. Jest to ciekawy zawodnik, wszystko zostaje w jego rękach i nogach.

Patrząc jedynie na to, co jest napisane w internecie, kibice mogą się obawiać o najbliższą przyszłość klubu. Możesz to jakoś zdementować? Jako zawodnicy często rozmawiacie o kwestiach organizacyjnych klubu?

Są takie rzeczy, na które my zawodnicy nie mamy wpływu. Pytanie więc, po co mielibyśmy się tym stresować? My robimy swoje i tylko na tym się skupiamy. Mogę cię zapewnić, że nie rozmawiamy w szatni na temat sytuacji w klubie. Dostajemy wypłaty na czas, więc nie ma powodów, aby bić na alarm. Zresztą nie wiem dokładnie, co się dzieje na górze, więc nie mam zbyt dużo do powiedzenia w tej kwestii.

Na obozie w Turcji trener zadbał nie tylko o treningi piłkarskie, ale także o budowanie drużyny. Jeździliście na quadach, byliście wspólnie w Antalyi. Widać, że trenerowi zależało na tym, żebyście się zgrali. To się udało? Możesz to porównać do poprzednich lat?

Myślę, że jest to ważna sprawa, aby robić takie rzeczy całym zespołem. To pozwala jeszcze bardziej scementować zespół, trener Rogić zwraca na to dużo uwagi. A co do przeszłości, to za trenera Ojrzyńskiego też sporo mieliśmy tego typu dodatkowych zajęć. Za trenera Smółki chyba nieco mniej. Są trenerzy, którzy przywiązują do tego większą wagę, są też tacy, którzy mają inną wizję budowania zespołu. Uważam, że jest to jednak bardzo ważna część. Jak już ci mówiłem, nie uprawiam tenisa, tu liczy się zespół.

Czy fakt, że masz pewne miejsce w bramce, powoduje, że jesteś lepszym bramkarzem?

Dlaczego tak uważasz, że mam pewne miejsce?

A jest inaczej? Grasz regularnie, jesteś czołowym bramkarzem ligi.

To się zgadza, ale nie ma w sporcie ludzi niezastąpionych, może wyjątkiem jest Messi czy Ronaldo.

W Arce jednak nie ma dwóch równorzędnych bramkarzy, jak ma to miejsce w innych klubach.

Mamy dwóch bardzo dobrych, młodych bramkarzy.

Jednak to Ty jesteś numerem jeden. Czując stabilizację i wsparcie, czujesz się pewniej?

Nie spotkałem się z trenerem, który nie daje wsparcia swojemu bramkarzowi i tylko czeka na jego błąd. Muszę na pewno podziękować trenerom, których miałem w momentach, gdy popełniałem błędy. To, że dostawałem szansę dalszej gry, mimo popełnianych błędów, to była decyzja trenera. Zawsze powtarzam, że wejść do bramki to jedno, ale trudniej jest się utrzymać na stałym, dobrym poziomie. Jednak kiedy, obniżę loty, to trener to zauważy. Myślisz, że jak zagram trzy słabsze mecze, popełnię kilka błędów, to nadal będę miał pewne miejsce w bramce?

Śmiem twierdzić, że gdybyś zagrał kilka słabszych meczów, to i tak będziesz miał miejsce w kolejnym.

To już najlepiej zapytać trenera jak do tego podchodzi. Nie jestem robotem. Jako bramkarz i przede wszystkim człowiek mam prawo mieć słabszy moment. Tu nie chodzi o mnie, bo każdy bramkarz ma lepsze i gorsze momenty. Myślę, że dużo zależy od trenera, od jego zaufania. Nikt ci nie gwarantuje miejsca w składzie. Jak zagram nawet kilka dobrych spotkań, to muszę dalej ciężko pracować. Moim zdaniem im dalej wejdziesz, tym trudniej jest się tam utrzymać.

W takim razie co pozwala Ci utrzymać się na wysokim poziomie, a nawet wchodzić na jeszcze wyższy? Zmieniłeś coś w treningu?

Zawsze mówię do swoich dzieci, że trzeba dawać z siebie sto procent. Czasami nawet to może nie wystarczyć do osiągnięcia celu, ale musisz być szczery wobec siebie. Jak robisz wszystko na maksa, to życie pokaże, dokąd zajdziesz. W sporcie bywa różnie, nie zawsze jest tak, jak się chce. Przy dobrych interwencjach ważne są dla mnie dwie rzeczy. Po pierwsze, jaki jest wynik, bo co z tego, że obronie coś przy wyniku 0:5? Po drugie, bramkarz musi pomagać swojej drużynie, bo od tego jest. Kiedyś jeden trener bramkarzy z Łotwy powiedział mi, że dobry bramkarz jego zdaniem musi wygrywać co trzeci mecz sam. Może popełniać błędy, ale co trzeci mecz, musi dawać punkty. Miałem wtedy policzyć ile punktów byśmy mieli na koniec sezonu.

Ty chyba wpisujesz się w tą tezę. Dzięki Tobie Arka ma kilka punktów więcej.

Myślę, że nigdy nie zbliżyłem się do tego. Chciałem tylko powiedzieć, że każdy ma swoje zdanie na temat bramkarzy, każdy musi bronić po swojemu. Coś jednak mogę wziąć dla siebie z słów tego trenera. Niektórzy wolą bramkarzy stabilnych, którzy mają równą formę, czasem coś obronią, czasem coś wpuszczą. Moim zdaniem lepiej w jednym meczu dać punkty np. broniąc sytuację w ostatniej minucie, bo wtedy wyraźnie pomagasz. Idealny bramkarz musi bronić to, co do niego należy, plus dawać coś ekstra, ratować zespół w beznadziejnych sytuacjach.

Co możesz powiedzieć o polskich bramkarzach? W tym okienku Radosław Majecki odszedł do AS Monaco za spore jak na Ekstraklasę pieniądze.

Duży szacunek dla tego chłopaka. Polska natomiast nigdy nie miała problemu z bramkarzami. Myślę, że Majecki jest kolejnym, który to udowadnia. Życzę mu wielu sukcesów, widać, że jest to dobry bramkarz i człowiek.

Pochodzisz z Rygi czy z okolic?

Z samej Rygi, ale lubię małe miasta.

Znajdujesz w Gdyni jakieś podobieństwa z Łotwą?

Ryga jest przede wszystkim większa od Gdyni, ale moim zdaniem ludzie są podobni. Mówię o otwartości, podejściu do życia. W ogóle w Polsce od zawsze czuję się i czułem dobrze.

Jadąc na Łotwę, jak spędzasz czas?

Zależy na ile czasu lecę. Jak jadę na krótko, to szkoda czasu na wychodzenie, wtedy wolę zostać z dziećmi i żoną w domu.

Po dobrych meczach jest łatwiej? Rodzina ogląda Twoje mecze?

Wiadomo, że jest lepszy humor wtedy. Żona nie ogląda, bo za bardzo się stresuje, bardzo przeżywa moje mecze. Jednak moi rodzice, rodzeństwo i teść oglądają zawsze. Brat, który mieszka w Szwecji, również ogląda, więc wszyscy są na bieżąco z tym, co dzieje się u mnie w klubie. Czuję ich wsparcie.