Wszystko jest na sprzedaż, choć nie chcemy to świat nas zmusza. Jak wysoka cena, w nas coś zmieni i poruszy? Wszystko jest na sprzedaż, nawet wtedy, gdy chcesz inaczej, bo zawsze jest ktoś, kto chce zapłacić – słowa piosenki grupy De Mono idealnie opisują to, co dzieje się od dłuższego czasu w Ekstraklasie.

Zawsze znajdzie się klub zagraniczny chętny na zakup polskiego piłkarza. Ceny względem rynków zachodnich nie są na tyle duże, aby nie podjąć ryzyka. A nóż widelec nowy nabytek okaże się strzałem w dziesiątkę, chociażby na miarę Milika czy Piątka. Drenaż polskiej ligi trwa w najlepsze, wyjeżdżają wszyscy, nie tylko młodzi Polacy. Pokazuje to przykład Cafu czy Jevticia. W zamian sprowadzamy towar wątpliwej jakości. Pytanie czy tak być musi? Największy ruch transferowy odbył się tej zimy w Gdańsku, w Warszawie natomiast sprzedawali najdrożej. Sprzedawali natomiast wszyscy, bez względu na cele do osiągnięcia w tym sezonie. W zasadzie nie padają już pytania gdzie i kogo, tylko za ile?

Symptomatyczne jest to, co dzieje się w Legii w przypadku Niezgody. Jest Kante, i dwóch młodych czyli Rosołek i Kostorz. Kante łapie kontuzję, a na co stać tych młodych zawodników, to trener Vuković miał prawo się przekonać w Lubinie. Po tym jak trener zdjął Kante i Niezgodę, a w ich miejsce wprowadził wspomnianą dwójkę, to Legia przegrała 1:2.Podobne zjawiska i wyprzedaże obserwujemy w większości pozostałych klubów Ekstraklasy, gdzie drużyna ma grać w europejskich pucharach, a w przerwie zimowej odchodzą kluczowi zawodnicy – opisuje sytuację trener Bogusław Kaczmarek. Co prawda jedną nogą w Legii jest już czeski napastnik, Tomas Pekhart, ale nie ma gwarancji, że okaże się realnym wzmocnieniem. Równie dobrze może podzielić przecież los swojego rodaka, Tomasa Necida, który Warszawy nie zawojował, a przynajmniej nie na boisku.

W Lechii główną przyczyną odejść zawodników były narastające wobec nich z każdym miesiącem zaległości finansowe. W tym aspekcie Lechia nie jest nowicjuszem, ponieważ podobny problem był w Gdańsku niejednokrotnie. – W przypadku Lechii nic nowego, problem z zaległościami finansowymi istnieje praktycznie od kilku miesięcy. Dziwne, że wszyscy tak narzekają od dłuższego czasu, a do tej pory nikt odchodzić nie chciał. Wygląda na to, że zawodnicy mają tak wysokie kontrakty, zresztą to żadna tajemnica, że w Lechii są one wysokie, że opłaca się piłkarzom poczekać nawet 2-3 miesiące. Wówczas ich jedna pensja jest wysokości trzech pensji w innym klubie. Natomiast na chwilę obecną odszedł Sobiech, który powinien już dawno to zrobić. Po to, aby być bliżej żony. Dla młodego człowieka i młodego związku, myślę, że nie jest to zbyt komfortowa sytuacja. Znam Artura dobrze, ale tak się ich sportowe życie ułożyło, że on był w Gdańsku, żona w Dortmundzie. Uważam, że w Lechii było wykorzystane zaledwie 60% jego potencjału – ocenia Bobo Kaczmarek.

Co do Sławka Peszki, to już raz był odsunięty od drużyny. Po okresie karencji w Wiśle Kraków, wrócił i swoje w tej drużynie zrobił. Augustyn już dawno był poza drużyną, bo leczył uraz. Jeśli chodzi o Wolskiego, to jest to piłkarz o dużych możliwościach. Jednak są to możliwości trudne do wydobycia i zaprezentowania, bo szczególnie w ostatnich miesiącach jest to zawodnik bardzo urazowy. Sytuacja w Lechii może kogoś dziwić, ale mnie wcale. To są ruchy w celu wyczyszczenia pewnych naleciałości. Czy to jest dobre czy złe? Zobaczymy, patrzę na to wszystko już z pewnym dystansem – dodaje były trener i zawodnik Lechii.

Trener Piotr Stokowiec doskonale rozumie potrzebę takich działań, jednocześnie wiedząc, że transfery wychodzące mogą osłabić zespół. – Ważny jest czynnik ekonomiczny, żeby w klubie była płynność finansowa. Wiem, że nie jest to sytuacja komfortowa, wzięliśmy ryzyko przebudowy tego zespołu, wierzę jednak w to, że dobrze popracowaliśmy. Musimy poczekać, walczyć w każdym meczu o zwycięstwo. Nie ma mowy o odpuszczaniu, sam jestem ciekawy jak to będzie dalej wyglądało. Przychodząc tutaj musiałem podjąć wiele trudnych decyzji. Wiem, że to co się dzieje, wyjdzie nam na dobre. Trzeba zachować odpowiednie proporcje. Jako trener też muszę patrzeć szerzej na to, żeby budowa trwała. Muszę się przyjrzeć młodym zawodnikom, żebyśmy przypadkiem nie ściągali zawodników gorszych, niż tych co mamy. Nie jest jednak łatwo przeskoczyć z gimnazjum na uniwersytet. Duże nazwiska w Lechii już były, trzeba to odpowiednio zbalansować i zbudować. Wiem,  że jest to dla mnie wyzwanie, nie jest łatwo. Wierzę jednak, że najbliższe miesiące będą korzystne dla nas. Mamy swój plan i zobaczymy jak będzie wyglądała jego realizacja – wyjaśnia szkoleniowiec Lechii.

W wypowiedziach trenera Lechii już jesienią można było słyszeć głosy niezadowolenia na wyniki sportowe. Poprzedni sezon pod względem wyników, był historyczny dla Lechii. – Przegraliśmy jesienią u siebie 0:3 z beniaminkiem, jako trener tego nie akceptuję. Uznaliśmy że czasem trzeba zrobić krok w tył, żeby zrobić dwa do przodu. Uznaliśmy, że potrzeba świeżej krwi, zawodników głodnych sukcesu, zdeterminowanych. Takich, którzy będą chcieli coś dać Lechii. Nie może być tak, że Lechia jest traktowana jak bankomat – mówi trener.

O co więc może grać Lechia w tym sezonie? – Pomimo tych ubytków, Lechia nie powinna mieć problemów z tym, aby znaleźć się w górnej ósemce. Lechia jest cały czas w walce o europejskie puchary. Przede wszystkim jest w ćwierćfinale Pucharu Polski, a w lidze strata również jest do odrobienia. Natomiast jak będzie, to zobaczymy, bo trudno w tej lidze o patent na mądrość. W wielu elementach rządzi przypadek i wielka improwizacja – uspokaja nieco Bogusław Kaczmarek.