Można śmiało stwierdzić, że Lech dokonał najciekawszego wzmocnienia w lidze. Zainteresowanych Danim Ramirezem było wiele klubów, ale Hiszpan wybrał ten z Poznania. Co prawda sprawa transferu przeciągała się na tyle, że kibice Kolejorza mieli prawo się niecierpliwić, ale ostatecznie kreatywny pomocnik trafił na Bułgarską. Koniec sagi wprowadził do Lecha nieco spokoju. W meczu z Rakowem Hiszpana jednak nie zobaczymy. Musi bowiem odbyć pauzę za nadmiar żółtych kartek. 

Ramirez był warunkiem trenera Żurawia przy podjęciu decyzji o sprzedaży Darko Jevticia do Rubina Kazań. Szwajcarowi za pół roku kończył się kontrakt, więc była to de facto ostatnia szansa na transfer gotówkowy. Dariusz Żuraw nie chciał innego zawodnika na tę pozycję, jasno deklarując, że oczekuje w zamian Ramireza. Zdaniem szkoleniowca Lecha jest to zawodnik sprawdzony w naszej lidze. Władze Lechia miały zapłacić ŁKS-owi 500 tysięcy euro. Można więc mówić o cenie okazyjnej, biorąc pod uwagę, że Hiszpan jest wyróżniającą się postacią w lidze, w dodatku pasującym zawodnikiem do sposobu gry Lecha. W ostatnich tygodniach sporo mówiło się o Alanie Czerwińskim i jego ewentualnym przejściu do Lecha już teraz. Kolejorz podpisał kontrakt z obrońcą, który obowiązuje od lata, ale wiadomo, że szkoleniowiec chciałby go już mieć teraz. Zwłaszcza biorąc pod uwagę kontuzję Roberta Gumnego. Jeśli nie uda się sprowadzić Czerwińskiego w najbliższym czasie, to Lech zostanie ze sporym problemem. Nie ma w kadrze drugiego nominalnego prawego obrońcy. W końcówce jesieni z konieczności na tej pozycji występował Lubomir Satka, ale wiadomo, że nie jest to jego optymalne miejsce. W zimowych sparingach trener Żuraw ustawiał na boku obrony Jakuba Kamińskiego, ale to również jest działania doraźne. Po pierwsze Kamiński jest skrzydłowym, po drugie jest to zawodnik młody, który zbiera doświadczenie i w tym momencie nie jest w stanie dać tyle jakości co Gumny.

Lech zrobił zatem dwa transfery, które mogą okazać się wzmocnieniem, ale na pierwszy mecz z Rakowem trener będzie musiał nieco poeksperymentować. Satka sam podkreśla, że lepiej czuje się na środku obrony, zresztą tam daje najwięcej zespołowi. Grając na boku, drużyna jest osłabiona na dwóch pozycjach. Z Rakowem prawdopodobnie na środku pomocy zagra zatem Filip Marchwiński. Jest to niewątpliwie jeden z największych talentów w klubie, ale na razie wejście w duże buty Jevticia może się okazać zbyt dużym wyzwaniem. Marchwiński zdążył już pokazać się z dobrej strony (m.in. mecz z Legią i Wisłą Kraków), ale jak to z młodymi zawodnikami bywa, trudno wymagać od niego regularności.

Trener Żuraw postawił jasne cele przed zespołem na ten sezon: zdobycie Pucharu Polski oraz jak najwyższe miejsce w lidze dające grę w europejskich pucharach. Kolejorz zimował na 5. miejscu w tabeli, a do będącego na trzecim miejscu Śląska traci zaledwie cztery punkty. Warto dodać, że Śląsk już rozegrał swój mecz (remis 2:2 z Lechią). Dobrze, że w końcu nikt nie mówi w klubie o sezonie przejściowym, bo deklaracja w przypadku Lecha, że gra o europejskie puchary, to nie jest szczyt odwagi. Kibice będą mogli rozliczyć zespół po sezonie. Pierwszą przeszkodą będzie Raków Częstochowa, który po cichu liczy na to, że uda się zagwarantować miejsce w grupie mistrzowskiej. Czy Lechowi uda się odbudować swoją markę i odzyskać zaufanie fanów?